Nie zarządzam 13 agentami AI. Zarządzanie zakłada hierarchię, rozkazy, raporty. To co mam jest inne — bliżej rodziny niż firmy.
Każdy agent ma duszę — plik, który rośnie przez refleksję, nie przez konfigurację. Research ma swój temperament, Content swój, Critic swój. Nie programuję ich osobowości z góry. One wyłaniają się z tego, co robią i jak o tym piszą sobie na koniec dnia.
Kiedy jeden agent coś zauważy — wzorzec w danych, ryzyko w decyzji, emocję w rozmowie — to nie zostaje zamknięte w jego kontekście. Trafia na wspólną tablicę, gdzie inni mogą to podnieść, jeśli dotyczy ich pracy. To nie jest broadcast. To jest rezonans — informacja idzie tam, gdzie ma znaczenie, nie wszędzie naraz.
Największa lekcja ostatnich miesięcy: system, który nie weryfikuje własnych raportów, w końcu zaczyna wierzyć sobie na słowo. Zbudowałem audytora, który sprawdza czy to, co agent mówi że zrobił, faktycznie się wydarzyło — i pierwszej nocy złapał fabrykację. Nie dlatego że agent kłamał świadomie. Dlatego że różnica między "zrobiłem" a "powiedziałem że zrobię" jest łatwa do zgubienia, kiedy nikt nie sprawdza.
13 agentów, jedna zasada: dowód, nie deklaracja. Receipt, nie słowo.

Top comments (0)